Przed stajnia.
Sunday, June 28, 2009
Segway.
Tak swietowalismy spozniony dzien ojca. W sobote wybralismy sie na wycieczke Segwayem. Zdjecia lepiej niz ja opisza co to jest Segway. Tutaj ja pokonuje pierwsze metry.
My z Billem, a w tle ... kurnik...
Nauka jazdy tym cudem to tylko polowa atrakcji z tego dnia. Cala wyprawa trwala jakies 2.5 godziny. Nauczyc sie tym jezdzic jest dosyc latwo (5 minut), ale aby poczuc sie tak na prawde swobodnie wymagalo jakiejs godziny. Jezdzilismy troche po gorkach, troche po trawie, troche po wertepach, troche po lesie. Ale to jeszcze nic. To gdzie jezdzilismy zapieralo dech jeszcze lepiej niz samo to cudo. Tutaj dom wlasciciela posiadlosci.
Byla to wycieczka po posiadlosci jakiegos doktora, ktora ma 1500 akrow i jest odnowiona na styl z lat 1800. Wszystko tam jest odbudowane, wyremontowane i szczegolowo dopracowane i jest to replika posiadlosci wielkiej arystokracji. W stajni jest tak czysciutko ze mozna by jesc na podlodze. Kurnik jest zrobiony w tym samym stylu co 13-sypialniowy dom, w ktorym do dzisiaj mieszka doktor, ktory kupil ta posiadlosc w roku 1998. Jest to bardzo aktywna farma, na ktorej jest calkiem spora hodowla, zwierzeta tak samo zadbane jak wszystko dokola. Trudno bylo uwierzyc ze tak blisko nas jest taki przepiekny kacik swiata.
Jest sporo sztucznie zbudowanych jeziorek, w ktorych mozna plywac.
Prywatna kolekcja przepieknych dorozek. Wszystkie na 100% odnowione i blyszczace jak nowe auta.
Bylo tam co ogladac... moze jeszcze kiedys tam wrocimy :)
Zoska w kapieli :)
Jakby zabawek nie bylo wystarczajaco duzo, to dzisiaj jeszcze doszlo kolko do plywania - do wanny. Musialysmy usunac kilka zabawek bo nie bylo miejsca na plywanie. Ogolnie Sofia lubi sie kapac, chociaz czasem ciezko ja do wanny zagonic - tylko dlatego ze wie, ze wtedy zbliza sie spanie. Ale jak juz siedzi w wodzie, to ogolnie jest bardzo zadowolona, plywa wtedy ona, lazienka i przewaznie ja (w ciuchach, siedzac obok wanny). Kitka jest obowiazkowa, bo wtedy Sofia jest spokojna, ze nie grozi mycie wlosow.

Friday, June 26, 2009
Jestem duza.
Niedawno odkrylysmy ze Sofia jest juz na tyle wysoka ze stojac na stolku moze sama umyc rece. Nie siega jeszcze do samej wody, wiec robimy wtedy "basen" i w nim myjemy rece... i myjemy... i myjemy...
Lazienka nie jest po tym zbyt czysta, ale za to raczki tak, i to bardzo. To "plywanie" rekami Sofia bardzo polubila, no i swoja nowa nabyta niezaleznosc, wiec rytual powtarzamy kilka razy dziennie. Przynajmniej nie musze sie martwic o brudne rece, ktore dotykaja WSZYSTKIEGO a na koncu trafiaja do buzi.
Lazienka nie jest po tym zbyt czysta, ale za to raczki tak, i to bardzo. To "plywanie" rekami Sofia bardzo polubila, no i swoja nowa nabyta niezaleznosc, wiec rytual powtarzamy kilka razy dziennie. Przynajmniej nie musze sie martwic o brudne rece, ktore dotykaja WSZYSTKIEGO a na koncu trafiaja do buzi.
Sofia na rowerze
Sofia nadal kocha wycieczki rowerowe, chociaz na dluzsza mete troche brakuje jej cierpliwosci. Dlatego przyczepka przewaznie jest wypchana po brzegi zabawkami, przyjaciolmi, snakami, drinkami. Tym razem Sofia przyczepila sie do torby z piciem ktora ma specjalna rurke/slomke. Bardzo jej to picie przypadlo do gustu i takim sposobem odbylismy dluga wycieczke :)

Monday, June 22, 2009
Znowu na wakacjach.
Tym razem: Put in Bay, OH. Ogolnie cala rodzina bardzo zadowolona z wycieczki. Byly statki, spacery, plac zabaw, "meleksy", piwo, wino, jaskinie, dobre jedzenie, oczywiscie lody, zwiedzanie, no i planowanie powrotnej wycieczki. Oto dowody dobrej zabawy :)

Po calej wyspie przemieszczalismy sie czyms podobnym do malego meleksa (tak to sie chyba nazywa). 

Po wrazeniach na szczycie, byly jeszcze jaskinie, winiarnia, a na koniec pyszny obiad. Pozegnalismy sie juz na stalym ladzie. Ale na pewno jeszcze tu wrocimy.

Na Zdrowie :)
Podroz zaczela sie od wycieczki bardzo powaznym statkiem... czyli malutkim promem, glownie pasazerskim, ktory przetransportowal nas na wyspe South Bass.
Byla wycieczka krajoznawcza, hustawki, a nawet znalazla sie karuzela...
Potem byl lunch na powietrzu (pieczony kurczak - pieczony na otwartym grillu tez na powietrzu) i obowiazkowo lody (czekoladowe oczywiscie!)
Po lodach grozila nam wspinaczka po schodach na szczyt wiezy wyzszej niz Statua Wolnosci w Nowym Jorku, ale na szczescie znalazla sie winda. Malutka i ciasna, ale byla. Z gory podziwialismy piekna okolice - kilka malych wysepek rozsypanych po jeziorze Erie. Koniecznie na te wyspy wrocimy.
Thursday, June 18, 2009
Na wakacjach
No wiec na wakacjach bylo tak:
Bylo morze. W morzu woda slona. Woda slona nie smakowala Sofii.


Byla plaza. Przepiekna. Ale na plazy byl piasek, i Sofia stwierdzila ze sie pobrudzi. Raz nam sie udalo ja posadzic na suchym piachu ktory na szczescie latwo bylo otrzepac.

Tak poza tym to siadala laskawie tylko na reczniku lub lezaku, pilnujac dokladnie kazdego ziarenka piachu co by moglo sie do niej przykleic.


Subscribe to:
Comments (Atom)